Tyle miłości nie może umrzeć

 


Książka dla młodych czytelników o chorobie i śmierci bliskiej osoby. Bez tabu, bez sentymentalizmu, choć łzy płyną podczas lektury... Doprawiona szczyptą humoru. Piękna, mądra, poruszająca i potrzebna lektura. Również nam, dorosłym. Szczerze polecam, choć bez chusteczek się nie obejdzie...

Tyle miłości nie może umrzeć
tekst: Moni Nilsson
ilustracje: Joanna Hellgren
tłumaczenie: Agnieszka Stróżyk
Wydawnictwo Zakamarki, 2021

Mama Lei umiera na raka. Wiedzą już o tym wszyscy, nie tylko najbliższa rodzina. Kiedy mama dziewczynki wystąpi w programie telewizyjnym, Lea obraża się na cały świat. A najbardziej na swoją ukochaną przyjaciółkę, Noję. Nie chce współczucia, pytań, spojrzeń na szkolnych korytarzach... Najchętniej biłaby każdego, kto śmie pytać ją o mamę.

„Może i ja mam raka. W rękach. A może dopadła mnie jakaś inna choroba. W każdym razie jest agresywna jak rak mamy i objawia się ty, że muszę się bić. Przywalam wszystkim, którzy mi współczują. A trochę ich jest”.

Gniew, strach, rozpacz…Lęk…. Lea próbuje ratować się przed smutkiem. Próbuje oszukać czas. Wierzy, że jeśli będzie nienawidzić Noję, mama będzie żyła. Jednak to nie pomaga, a mama jest coraz słabsza, a do tego martwi się ich konfliktem.

 

 


Jest jeszcze tata, który nie wstydzi się łez. Jest starszy brat i jego kolega, w którym Lea mogłaby się nawet zakochać… Jest dalsza rodzina i przyjaciele rodziców, którzy są blisko, wspierają lecz wiedzą, że pomóc nie mogą… Jest szkoła, uczniowie i nauczyciele, którzy nie zawsze potrafią rozmawiać z dziećmi na trudne tematy. Dni naznaczone chorobą mamy płyną nieubłaganie, a Jej czas się kończy. Czy można przygotować się na śmierć ukochanej osoby? Jak żyć i planować kolejne dni? 


Lea ma z tym ogromny problem, gdy tymczasem mama nagrywa dla córki swoją ukochaną powieść.

„Nagrywam ją dla ciebie. Teraz jesteś na nią za mała, ale jak będziesz nastolatką i będzie ci się wydawać, że wszystko jest okropne i że nikt cię nie rozumie, ta książka nas połączy. Poczujesz, że ja cię rozumiem”. 

 



Czytelnicy, którzy znają Moni Nilsson z serii o Tsatsikim wiedzą, że dla tej autorki nie ma tematów tabu. Z wielką szczerością i otwartością bierze na swój pisarski warsztat problemy, z którymi mierzą się młodzi ludzie. Tym razem napisała niezwykle poruszającą opowieść, a dedykacja na początku książki każe się domyślać, że zainspirowało ją…. samo życie…

Autorka cudownie, z wielką wrażliwością i uważnością kreśli obraz rodziny, która traci ukochaną osobę. Gniew, rozpacz i bezsilność…. Nadzieja i totalne rozdarcie. Emocje na których zbudowała opowieść nie pozostawią Was obojętnymi. To z pewnością nie łatwa lektura ale… potrzebna, przynosząca ukojenie...
Czy wasze dzieci są gotowe na taką książkę? Sprawdźcie najpierw sami.

Przygotujcie się na pełną emocji lekturę o miłości, która nigdy nie umiera….

Komentarze