To zwierzę mnie bierze (i książka też!)

Gdy wyruszaliśmy w góry, wiedziałam, że co jak co, ale książki do plecaka muszę jakoś zmieścić! Rzut okiem na półki i pytanie: która książka spełnia warunki KSIĄŻKI DO PLECAKA?

Padło na tę poniżej i muszę stwierdzić, że był to DOBRY WYBÓR. Biorąc pod uwagę, że w schronisku padałam zmęczona po całym dniu biegania po górskich szlakach już ok. 21:00 (dawno mi się to nie zdarzało!) to ta pozycja sprawdziła się idealnie jako krótka lektura przed snem. Krótkie (lecz bardzo treściwe rozdziały) sprawiły, że mój kontakt ze słowem pisanym podtrzymałam! Po dwóch, trzech odpadałam w Krainę Snów, a wtedy mąż cichaczem "podkradał mi lekturę".

To zwierzę mnie bierze
tekst i zdjęcia: Adam Wajrak
Wydawnictwo Agora SA, 2013



Ta książka to wybór tekstów Adama Wajraka, przyrodnika i dziennikarza. W ciągu ostatnich kilku lat ukazały się w“Gazecie” w ramach cyklu “Poczta Teremiski”, potem “To zwierzę mnie bierze”, oraz w “Dużym formacie”.
Do wydania tego zbioru w formie książki, natchnęła autora pewna czytelniczka, która powiedziała, że wycina wszystkie jego teksty i wkleja do zeszytu.
Książka prezentuje się naprawdę świetnie. Podoba mi się jej mały format i zawartość, a szczególnie zdjęcia autora. Gdy ją przeczytamy dowiemy się ile poświęcenia wymagało sfotografowanie np. foki szarej czy dudka, za którym autor przemierzył małe białoruskie i ukraińskie wioski by potem znaleźć je całkiem niedaleko - w gnieździe na starej gruszy u swoich znajomych. 
Jestem pełna uznania dla pana Adama, który biega, jeździ, skrada się i czyha... Wszystko po to, by zrobić zdjęcie.

Na ponad 300 stronach znalazły się  teksty o myszach, nornicach, dzięciołach, wilkach, mewach, norkach, jeleniach, fokach itd. Wajrak pisze też o drzewach i śluzowcach, czyli bezwładnej masie, która potrafi wędrować (spotkaliście taką masę podczas wycieczek po lesie?).
Felietony pogrupowane są według miesięcy, w których przygody i spotkania ze zwierzętami miały miejsce. Zaczyna się w maju, bo właśnie w maju tego roku, trafiła do rąk czytelników. 

Wajrak pisze ciekawie, dowcipnie i na luzie, i to jest wielką zaletą tej książki. Nie kreuje się na specjalistę od przyrody, przyznaje się do błędów (czasem zdarza mu się zrobić coś głupiego, np. zahukać w pobliżu puszczyka uralskiego, który może zaatakować człowieka w obronie młodych), pyta i radzi się specjalistów. Swoje spotkania i wyprawy opisał w krótkich, bardzo interesujących rozdziałach.
Książka spodoba się zarówno młodszym jak i starszym wielbicielom przyrody. Sprawi, że jeszcze baczniej będą obserwować świat dookoła i może też zaczną tropić - jak autor?
Co zapamiętałam szczególnie?A to, że musimy uważać na dudki (tylko gdzie je spotkać?), bo te gdy czują zagrożenie strzykają śmierdzącą wydzieliną, albo że warto się rozglądać na łąkach bo w naszym kraju można czasem spotkać chomika europejskiego, i że większość dębów posadziły sójki. Ubawił mnie fragment o tym, że zwierzęta też potrafią korzystać z zimowej aury i bawić się na śniegu. Starszego zaintrygował rozdział o kosmicznych "robalach", czyli niesporczakach zwanych też wodnymi niedźwiadkami lub prosiaczkami. A także ten zatytułowany "Atak krwiożerczych sikorek", z którego wynika, że te małe, żółte ptaszki potrafią polować na inne ptaki lub nietoperze by potem wydziobać im... mózg! tak, tak.. Sikorki bogatki są mięsożerne! Ta książka to naprawdę świetna lektura dla całej rodziny. Mnóstwo w niej informacji i ciekawostek o świecie przyrody, a tego nigdy za wiele!







A oto nasze przyrodnicze "trofea fotograficzne" z górskich szlaków.

Wieczorny wypas owiec


Krasula na spacerze



Trzpiennik olbrzym przygotowany do złożenia jaja



Komentarze

  1. Nie jestem urodzonym przyrodnikiem, więc felietony Wajraka czasem podobają mi się bardziej, czasem mniej. Na pewno wkłada w nie jednak wiele serca.
    Czymżeż jest jednak puszczyk uralski wobec takiego trzpiennika olbrzyma?!:P I skąd wiedzieliście co to jest i co robi, hę?

    OdpowiedzUsuń
  2. To, że spotkaliśmy na szlaku kilka trzpienników, dowiedzieliśmy się po powrocie, po przeszukaniu książek, atlasów przyrodniczych i internetu. Tam, w górach nazwaliśmy go WIELKIM OWADEM po prostu :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam tę książkę w pewnej sympatycznej księgarni w Lesku i też mnie bardzo zaintrygowała :) Myślę, że jest to bardzo ciekawa pozycja dla czytelników zainteresowanych przyrodą i ceniących ją. Poważnie rozważam zakup tej lektury, dla siebie, dla męża i dla synka. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, polecam! Warto mieć ją na półce!

      Usuń
  4. Wajraka bardzo cenię, jestem przekonana, że moi chłopcy byliby zachwyceni tą książką! Owad niesamowity, natomiast ta owca/baran wygląda jakby chciał Was pogonić ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapewniam, że owieczki zachowywały się jak na prawdziwe owieczki przystało :-) Były bardzo łagodne.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz