Mała zła czarownica


Mała zła czarownica
Vaclav Ctvrtek
ilustracje Siulka
Krajowa Agencja Wydawnicza, 1974


Książka z mojego dzieciństwa. Bardzo żałuję, że nie przetrwała do dziś. Wypożyczyłam ją niedawno z biblioteki, bardziej dla siebie niż dzieci. Zapomniałam o tej książce. Dopiero kiedy ją odkryłam w bibliotece wspomnienia wróciły. Zapamiętałam te mroczne ilustracje – czarny diabeł z okrągłymi oczami na okładce, te jego rogi sterczące i ta mała czarownica! Musiałam przypomnieć sobie treść. Przeczytałam ją sama bo Gadaś namawiany dwukrotnie na wspólne czytanie odmówił. Nie spodobały mu się ilustracje, choć przekonywałam go że książka jest naprawdę fajna – nie dał się namówić.

Po czarownicę Agatę, babę paskudną, że aż strach, przychodzi diabeł Mieszun by zabrać ją do piekła. Właśnie skończyła siedemset siedemdziesiąt lat i jej kontrakt na pobyt na ziemi skończył się.
Czarownica wpada jednak na pewien pomysł. Proponuje Mieszunowi, że pomoże mu zdobyć jeszcze jedną czarownicę - młodziutką. Dwie zamiast jednej – to dobry interes!

"- Którą dziewczynę sobie wybierzesz, tę ci zamienię w złą czarownice."


Mieszun wybiera sobie piękną królewnę Marietkę, która właśnie szykuje się do ślubu z królewiczem Mariankiem. Zła i chciwa królowa ma też swój udział w tym, że czarownica Agata zmienia Marietkę w złą czarownicę. Mimo że Marietka bardzo się zmienia, królewicz Marianek decyduje się na ślub - tak bardzo ją kocha. Potem wraz z pokojówką Tereską usiłują ją ratować, gdy zostaje skazana na śmierć za czary. Do ostatnich stron historia trzyma czytelnika w napięciu a mroczne ilustracje dodają jej magii i zapadają w pamięć.

To wspaniała opowieść pełna czarów, ze złą czarownicą i diabłem, który jak się okazało nie był tak do końca zły. Książka dla dużych i małych o sile przyjaźni, miłości i przywiązania. Naprawdę szkoda, że tak mało znana i do tej pory nie wznowiona.

Oczywiście autora znamy wszyscy z takich książek jak Rumcajs, Żwirek i Muchomorek, Makowa Panienka. Natomiast nic nie wiem kim jest tajemniczy Siulka, który ja zilustrował.

A czy ktoś z Was pamięta tę książkę z dzieciństwa? Prawda, że ciekawe ilustracje? Myślę, że dzieci mogą się naprawdę ich bać. Ja w dzieciństwie chyba się ich bałam, ale właśnie dzięki temu utkwiły w mej pamięci. :-)

Komentarze

  1. Nie znałam tej książki, ilustracje, kolorystyka rzeczywiście "mocne" :-). A pozostając przy zapomnianych i odnalezionych książkach z dzieciństwa, wygrzebałam jakiś czas temu, na półce u mamy, moją "Bułeczkę" Jadwigi Korczakowskiej. Moja radość była przeogromna, książka zajęła honorowe miejsce w naszej domowej biblioteczce i czeka, aż dziewczynki do niej dorosną, choć starszej chyba już mogę ją zacząć czytać. Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Bułeczkę" pamiętam jak przez mgłę :-) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz